środa, 8 lutego 2017

niebezpieczna gołoledź



W sobotę wybrałam się na zakupy do pobliskiej Biedronki. W tym czasie padał marznący deszcz powodujący gołoledź. Powstała szklanka na chodnikach. Z ledwością mogłam utrzymać się na nogach, chociaż miałam porządne buty trapery. W kieszeni zabrzęczał głośno telefon. Powoli idąc przystawiłam słuchawkę do ucha. To dzwonił mąż Marek z poleceniem kupienia dodatkowych rzeczy. W trakcie rozmowy przez sekundę zapomniałam, że jest bardzo ślisko. Straciłam równowagę i upadłam na plecy, a komórka wypadła mi z ręki.  Nie mogłam wstać, bo byłam obolała.  Nikogo nie było w pobliżu. Z wielkim trudem podniosłam komórkę, a potem  wstałam. Bolała mnie bardzo głowa i ręka w łokciu promieniująca do barków. Bałam się ruszyć, by znów nie upaść. Zadzwoniłam do męża opowiadając mu moją obecną sytuacje. Zdenerwowany krzyczał na mnie, że nie powinnam rozmawiać przez komórkę  idąc w wyjątkowych warunkach. Dopiero przypomniałam mu, że przecież on dzwonił. Jakbym nie odebrała, to też by miał pretensje.  Podrażniona przerwałam głupią gadkę. Zawroty głowy jeszcze bardziej nasilały się. Przez parę minut liczyłam na telefon od męża. Telefon milczał jak zaklęty. Usłyszałam jak ktoś idzie powoli w moją stronę. Moja głowa nie pozwoliła na obrót w lewo, ani w prawo. Ktoś mnie objął poznałam męża. Potem już nic nie pamiętam. Dopiero odzyskałam przytomność w szpitalu. Na stołku siedział zatroskany małżonek. Przed chwilą mnie przywieźli i prawdopodobnie nam wstrząs mózgu. Natomiast ręka jest silnie stłuczona. Zostałam na obserwacji parę dni. W tym czasie powinnam jak najwięcej odpoczywać. Codziennie przychodził Marek przynosząc mi moje ulubione ciasteczka produkcji Dr. Gerarda o nazwie Witam Ciastka na dzień dobry. To one pomogły mi choć trochę zapomnieć o smutnych przeżyciach

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz