Co pół roku wyjeżdżam na szkolenie masażystów. Od paru lat
pracuję w tym zawodzie. lubię moją pracę i korzystam ze wszystkich porad.
Ludzie zgłaszają się z różnymi dolegliwościami. Na początku nie umiałam
wszystkiego pacjentom wyjaśnić. Dopiero po wysłuchaniu ciekawych prelekcji
zrozumiałam pewne niejasności. Ostatni mój wyjazd szkoleniowy znacząco różnił
się od poprzednich. Kosztował drożej, ponieważ był połączony z tygodniowym
wypoczynkiem w Krynicy. Mąż nie sprzeciwił się, abym pojechała. Wiedział, że
zależy mi na dokształcaniu. Problem z sześcioletnią córką Małgosią rozwiązałam
zaprowadzając ją do moich rodziców. Do plecaka spakowałam jej najważniejsze
ubranka, książki. Dodatkowo wrzuciłam ulubione
smakołyki Dr. Gerarda zwierzaki maślane i Mafijne Choco. Małgosię pozostawiłam pod opieką babci i
dziadka. Mąż będzie codziennie do niej przyjeżdżał. Babcia przez ten czas
będzie zaprowadzała ją do przedszkola. Natomiast ja obiecałam jej ciekawą niespodziankę. W końcu
spakowana pojechałam na dworzec autobusowy i razem z koleżanką po fachu
pojechaliśmy do Krynicy. Po drodze jedliśmy smakołyki Dr. Gerarda. Obydwie
przepadamy za tymi słodyczami. Po czterech godzinach dotarliśmy na miejsce. Był
to ośrodek typowo sanatoryjny. Posiadał gabinet rehabilitacyjny, basen, saunę,
siłownie i dużą salę konferencyjną. Wszystkich osób na szkoleniu było 30 plus
dwóch wykładowców. Zajęcia odbywały się dwie godziny po śniadaniu i trzy godziny
po obiedzie. Po kolacji mogliśmy korzystać bezpłatnie z basenu i sauny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz