wtorek, 16 maja 2017

szkolenie w Krynicy

Co pół roku wyjeżdżam na szkolenie masażystów. Od paru lat pracuję w tym zawodzie. lubię moją pracę i korzystam ze wszystkich porad. Ludzie zgłaszają się z różnymi dolegliwościami. Na początku nie umiałam wszystkiego pacjentom wyjaśnić. Dopiero po wysłuchaniu ciekawych prelekcji zrozumiałam pewne niejasności. Ostatni mój wyjazd szkoleniowy znacząco różnił się od poprzednich. Kosztował drożej, ponieważ był połączony z tygodniowym wypoczynkiem w Krynicy. Mąż nie sprzeciwił się, abym pojechała. Wiedział, że zależy mi na dokształcaniu. Problem z sześcioletnią córką Małgosią rozwiązałam zaprowadzając ją do moich rodziców. Do plecaka spakowałam jej najważniejsze ubranka, książki. Dodatkowo wrzuciłam  ulubione smakołyki Dr. Gerarda zwierzaki maślane i Mafijne Choco.    Małgosię pozostawiłam pod opieką babci i dziadka. Mąż będzie codziennie do niej przyjeżdżał. Babcia przez ten czas będzie zaprowadzała ją do przedszkola. Natomiast ja  obiecałam jej ciekawą niespodziankę. W końcu spakowana pojechałam na dworzec autobusowy i razem z koleżanką po fachu pojechaliśmy do Krynicy. Po drodze jedliśmy smakołyki Dr. Gerarda. Obydwie przepadamy za tymi słodyczami. Po czterech godzinach dotarliśmy na miejsce. Był to ośrodek typowo sanatoryjny. Posiadał gabinet rehabilitacyjny, basen, saunę, siłownie i dużą salę konferencyjną. Wszystkich osób na szkoleniu było 30 plus dwóch wykładowców. Zajęcia odbywały się dwie godziny po śniadaniu i trzy godziny po obiedzie. Po kolacji mogliśmy korzystać bezpłatnie z basenu i sauny.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz