czwartek, 9 listopada 2017

Szaro, buro.


Szaro, buro.

Za oknem zimno, wiatr, pogoda zniechęca do spacerowania. Niestety trzeba było wyjść z domu i posprzątać nagrobki po święcie zmarłych. Te wszystkie wypalone znicze, niektóre kwiaty, były już do wyrzucenia. Sporo również opadłych liści z pobliskich drzew.  Kilka kursów do śmietnika, machnięć  grabkami i sprawa załatwiona. Niestety musiało mnie gdzieś przewiać. Na następny dzień bolała mnie głowa i wszystkie mięśnie. I, jakby tego było mało, katar wprost kapał mi z nosa. Brr, niefajnie. W pracy siedziałam jak za karę, niewiele do mnie docierało. Marzyłam tylko o kubku gorącego kakao, o chrupiącym ciasteczku Mafijnym i kocyku. Jak cudnie kiedy można położyć swoje zmęczone członki na wygodnej kanapie, a do tego jeszcze ktoś bliski poda kubek  gorącej, rozgrzewającej herbaty. Niestety na kakao nie miałam co liczyć. Nie było w domu rozpuszczalnego, a Filip nie podejmował się ugotowania  pysznego napoju w tradycyjny sposób. Wkrótce jednak zasnęłam. Okazało się, że w tym czasie mój facet poszedł po zakupy. W pierwszej kolejności odwiedził aptekę, a potem jeden z marketów. Po przebudzeniu miałam już upragnione kakao podane na tacy wraz z kusząco wyglądającymi czekoladkami Pasja z firmy Dr Gerard. Nic tak dobrze nie poprawia nastroju jak ulubione słodycze ze sprawdzonego źródła. Aby mnie rozweselić kupił jeszcze trzy z pięciu dostępnych kształtów zwierząt - ciasteczka Jungle. Od niedawna można dostać je  z nadzieniem czekoladowym i truskawkowym. Lubię oba smaki, hihihi. Te znakomite nowości z firmy Dr Gerard cieszą się niesamowitą popularnością wśród dzieci. Tak wiec mój łobuz doskonale wiedział, że taką niespodzianką mnie rozbawi.  Swoją drogą to naprawdę sympatyczne uczucie, kiedy ktoś  bardzo się stara zrekompensować ci dyskomfort związany z przeziębieniem. Dobrze jest mieć  kogoś bliskiego w pobliżu. Siły powracają, a nastrój zdecydowanie się poprawia.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz