Witam.
Pogoda była w miarę, postanowiłam wyruszyć na małą przejażdżkę na rowerze. Do
plecaka włożyłam paczkę ciastek ,,Dr Gerard”. Wybrałam Markizy i butelkę wody.
Ruszyłam na małą przygodę. Nie wspomnę , że za dobrze to ja nie widzę. Postanowiłam
, że będę jechać powoli. Wybrałam trasę na której nie będzie wielu chętnych by
spacerować . Na początku fajnie się jechało. Spokój cisza tylko wiaterek powiewał. Jechałam jakieś pół godziny,
postanowiłam zrobić sobie przerwę na małą przekąskę. Zsiadłam z roweru, z
plecaka wyciągnęłam paczkę Markizów ,,Dr Gerard”, i ze smakiem zaczęłam zajadać.
To był prawdziwy relaks. Nawet nie wiem kiedy i skąd pojawił się wielgaśny pies.
Nie powiem , ale byłam przerażona. Kiedyś obcy pies mnie pogryzł. Podszedł do mnie
i zaczął obwąchiwać. Rozglądałam się z
przerażeniem szukając właściciela. Niestety nikogo nie widziałam. Pies zaczął
skamleć i cicho warczeć. Nie myślałam długo rzuciłam jemu ciasteczko, miałam
nadzieję , że zabierze go i odejdzie.
Niestety słodycze ,,Dr Gerard” i jemu
posmakowały. Nie wiedziałam co mam robić, rzuciłam kolejne i wstałam z ławki .
Podeszłam do roweru i rzuciłam jak najdalej paczkę z ostatnimi ciastkami Markiz.
Pies pobiegł , a ja szybko wsiadłam na rower i zaczęłam pedałować z całych sil,
w duchu modliłam się ,by nie zaczął mnie gonić. Jakby ktoś zmierzył czas miałabym
niezły wynik. Obejrzałam się, psa nie było widać , a ja wstąpiłam do sklepu po
kolejną paczkę ciastek ,,Dr Gerard” i miałam się zamiar zrelaksować, ale już we
własnym domu. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz