poniedziałek, 8 października 2018

Rowerowa przygoda numer jeden

Witam. Pogoda była w miarę, postanowiłam wyruszyć na małą przejażdżkę na rowerze. Do plecaka włożyłam paczkę ciastek ,,Dr Gerard”. Wybrałam Markizy i butelkę wody. Ruszyłam na małą przygodę. Nie wspomnę , że za dobrze to ja nie widzę. Postanowiłam , że będę jechać powoli. Wybrałam trasę na której nie będzie wielu chętnych by spacerować . Na początku fajnie się jechało. Spokój cisza tylko wiaterek  powiewał. Jechałam jakieś pół godziny, postanowiłam zrobić sobie przerwę na małą przekąskę. Zsiadłam z roweru, z plecaka wyciągnęłam paczkę Markizów ,,Dr Gerard”, i ze smakiem zaczęłam zajadać. To był prawdziwy relaks. Nawet nie wiem kiedy i skąd pojawił się wielgaśny pies. Nie powiem , ale byłam przerażona. Kiedyś obcy pies mnie pogryzł. Podszedł do mnie i zaczął obwąchiwać. Rozglądałam się  z przerażeniem szukając właściciela. Niestety nikogo nie widziałam. Pies zaczął skamleć i cicho warczeć. Nie myślałam długo rzuciłam jemu ciasteczko, miałam nadzieję ,  że zabierze go i odejdzie. Niestety  słodycze ,,Dr Gerard” i jemu posmakowały. Nie wiedziałam co mam robić, rzuciłam kolejne i wstałam z ławki . Podeszłam do roweru i rzuciłam jak najdalej paczkę z ostatnimi ciastkami Markiz. Pies pobiegł , a ja szybko wsiadłam na rower i zaczęłam pedałować z całych sil, w duchu modliłam się ,by nie zaczął mnie gonić. Jakby ktoś zmierzył czas miałabym niezły wynik. Obejrzałam się, psa nie było widać , a ja wstąpiłam do sklepu po kolejną paczkę ciastek ,,Dr Gerard” i miałam się zamiar zrelaksować, ale już we własnym domu. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz