Witam.
Pojechałam do koleżanki na wieś. Koleżanka pracowała jak mróweczka. Postanowiłam
jej pomóc. Jednak koleżanka stanowczo odmówiła. Usiadła ze mną w kuchni, i
powiedziała, że ma dla mnie inne zajęcie, niż podcinanie drzewek. Poczęstowała
mnie słodyczami ,,Dr Gerard”. Ciastka Draże oraz ciastka Filusie czekoladowe, były
pyszne, i nie mogłam się od nich oderwać. Wracając do zadania, które miałam
wykonać, to było…prasowanie sterty rzeczy. O rany, a ja tego nie lubię.
Obiecałam jednak, że to zrobię. Zabrałam się do prasowana. Jeden obrus, drugi,
i ciasteczko Filusia czekoladowego ,, Dr
Gerard”. Wspomaganie musiało być. A słodycze ,,Dr Gerard”, są do tego
najlepsze. Sterta rzeczy nie zmniejszała się. Zastawiałam się głośno, po co ona
to wszystko prała i to wszystko na raz ?. Potem, koleżanka powiedziała mi, że
po zimie w szafie wszystko nie fajnie pachniało. Po dwóch godzinach prasowania,
i zjedzeniu stosu ciastek CCC, poszłam do koleżanki z propozycją. Powiedziałam
jej, że nie widzę sensu prasowania tego wszystkiego teraz. Można przecież
prasować te rzeczy w razie potrzeby. Ubrania w ciasnej szafie, i tak się pogną.
Koleżanka po namyśle, stwierdziła, że mam rację. Ucieszyłam się. Poukładałam
rzeczy do szafy, i włożyłam miedzy ubrania kostki zapachowe. Następnie, poszłam
na podwórze, zobaczyć, co ona tam robi. Koleżanka przycinała drzewa owocowe..
Co było dalej opiszę Wam w kolejnym, poście. A działo się i to nie mało. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz