Na początku maja córka Marysia pojechała na trzy dniową
wycieczkę szkolną. Wszystkie drugie klasy gimnazjum korzystały z wycieczki.
Parę osób nie pojechało ze względów finansowych. W kąńcu jechało 72 osoby z
opiekunami. Wyjazd ten zaplanowany był trzy miesiące wcześniej. Pani dała
dzieciom kartkę z najpotrzebniejszymi rzeczami. Pomagałam córce w pakowaniu, bo
wiem lepiej jakie ubrania pasują na zmienną pogodę. Marysia sprzeciwiała się
mojemu zdaniu. Wielokrotnie musiałam iść na kompromis. Młodzież z gimnazjum nie
są już dziećmi, ale dopiero dorastają do młodzieży. To jest najgorszy okres
buntu. Więc uzbrajam się w cierpliwość i spokojnie tłumaczę wszystkie problemy.
W końcu po dokładnym spakowaniu Marysia przypomina sobie o ulubionych
ciasteczkach Dr. Gerarda Witam Ciastka na dzień dobry i kruche herbatniki. Te
smaczne ciasteczka nie są w czekoladzie dlatego nadają się na podróż. Jedną
paczkę schowała sobie do torby, a drugą paczkę do podręcznego plecaka razem z
kanapkami. W środę rano zawiozłam Marysię koło szkoły. Tam już czekały rodzice
ze swoimi pociechami na autokar. Przyjechał piętrowy autobus z pół godzinnym
opóźnieniem z powodu wypadku na drodze. Ulica była zamknięta i kierowano pojazdy
drogą objazdową. Większość dzieci nie jechała jeszcze takim pojazdem. Moja
Marysia po włożeniu torby do bagażnika pobiegła na piętro wraz ze swoimi
przyjaciółkami. Pomachała mi ze swojego siedzenia. Ja poczekałam jak autokar
pojedzie. Sprawnie wychowawcy policzyli swoich podopiecznych i za parę minut
wyruszyli zwiedzać Kraków. Wracając do domu wstąpiłam do sklepu po drobne
zakupy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz