wtorek, 16 maja 2017

„Maj, czyli czas komunii.”


W niedzielę Karolinka, córka mojej kuzynki, miała najważniejszy dzień w swoim życiu, czyli Pierwszą Komunię Świętą. Ja, będąc wcześniej zaproszony, zapakowałem prezent, wziąłem kwiaty w rękę i udałem się do kościoła na uroczystą mszę świętą.

Po zakończonej ceremonii, wszyscy goście wraz ze mną udali się do domu na przyjęcie komunijne. Życzeń dla świeżo upieczonej komunistki nie było końca, oczywiście wraz z prezentami, które zaprzątnęły Karolince w głowie. Mama w porę się zorientowała i zadecydowała o przełożeniu ceremonii rozpakowywania prezentów na popołudnie, a najpierw zasiedliśmy wspólnie do obiadu. W trakcie obiadu rozmowy rozkręciły się w najlepsze, gdyż wszyscy goście zazwyczaj bardzo rzadko spotykają się bez powodu, więc w tej sytuacji każdy miał do opowiedzenia skromnie kilka lat swojego życia. Po obiedzie wskazana była krótka przerwa, by brzuchy dostosowały swoją objętość do serwowanych słodkości i kawy lub herbaty. A było na co czekać. Oczywiście na początek tort śmietankowy z malinami dość sporych rozmiarów, w dalszej kolejności mnóstwo różnych rodzajów ciast na kilku talerzach. Jak się później okazało, były to wypieki z Deseroteki Dr Gerarda, takie jak: Sernik na zimno z tęczowych galaretek z biszkoptami, Sernik z różową truskawkową pianką i wiele innych wypieków. Na stołach były również umieszczone talerze z luźnymi Słodyczami, specjalnie z myślą o dzieciach, takimi jak: MAFIJNE CHOCO, ZWIERZAKI MAŚLANE, CZEKOLADKI PASJA Dr Gerarda i wiele innych kuszących oczy dzieci słodyczy.

W trakcie gdy wszyscy goście zajadali się tymi przepysznymi słodkościami przy miłej rozmowie z rodziną, Karolinka zachwycała się prezentami.

Było tak miło i sympatycznie, że nim się zorientowałem, było już późne popołudnie i czas było wracać do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz