Wszystkie pomysły
jakie przedstawialiśmy sobie, akceptowaliśmy wzajemnie z wyjątkową zgodą. O
dziwo, nawet w takich tematach co kiedyś często nasze poglądy były sporne, to
tym razem wyjątkowo zgodnie przytakiwaliśmy sobie. Efektem tego było bardzo
szybkie - tym razem – podzielenie tego, w czym jesteśmy zgodni a czym nie . W
zasadzie, to po stronie niezgodności widniał jeden punkt… Później okazało się,
że jednak jest ich dwa, które rozkładały się na kolejne czynniki – mnożąc się
jak drożdże pod wpływem pożywki i rodząc coraz to nowsze sporne sytuacje. Sytuacja
zmieniała się z minuty na minutę – a nawet z sekundy na sekundę. Prawie
wszystko mieliśmy już powyjaśniane. Pozostał tylko świąteczny motyw. A co za
tym idzie – lista zakupów, która przez cały ten motyw, miała kilka punktów
zapytania. Zaczęliśmy sobie przedstawiać swoje racje… I tak od słowa do słowa,
aż stwierdziłem że trzeba zmienić taktykę, bo jeśli nie to pójdę na piwo i
będzie po świętach… Bo Gabrysia jak się ekscytuje negatywnie – czyli mówiąc
wprost – coś ją zaczyna „trafiać”, to ręce jej zaczynają nerwowo poszukiwać coś
do jedzenia. Jeśli znajdą coś do zaakceptowania, to jeszcze może być wszystko
OK – choć nie musi. Ale jeśli nie… to lepiej nie pojawiać się jej w zasięgu
wzroku! Na szczęście, tym razem całą sytuację uratował Dr. Gerard. A
konkretniej mówiąc – produkty tej firmy: Mafijne Choco, kruche herbatniki, Witam
Ciastka na dzień dobry, zwierzaki maślane… Po prostu, Gabrysia natrafiła na nie
w pierwszej chwili, gdyż po zrobieniu podręcznych zakupów postawiłem je w
torbie na stole. A ponieważ ma ona słabość do wszelkich produktów tej firmy, to
natychmiast zapomniała o wszelkich naszych sporach. W dodatku, były one bodźcem
na realizację całkiem dobrego naszego wspólnego pomysłu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz