wtorek, 16 maja 2017

Mocny bodziec




   Wszystkie pomysły jakie przedstawialiśmy sobie, akceptowaliśmy wzajemnie z wyjątkową zgodą. O dziwo, nawet w takich tematach co kiedyś często nasze poglądy były sporne, to tym razem wyjątkowo zgodnie przytakiwaliśmy sobie. Efektem tego było bardzo szybkie - tym razem – podzielenie tego, w czym jesteśmy zgodni a czym nie . W zasadzie, to po stronie niezgodności widniał jeden punkt… Później okazało się, że jednak jest ich dwa, które rozkładały się na kolejne czynniki – mnożąc się jak drożdże pod wpływem pożywki i rodząc coraz to nowsze sporne sytuacje. Sytuacja zmieniała się z minuty na minutę – a nawet z sekundy na sekundę. Prawie wszystko mieliśmy już powyjaśniane. Pozostał tylko świąteczny motyw. A co za tym idzie – lista zakupów, która przez cały ten motyw, miała kilka punktów zapytania. Zaczęliśmy sobie przedstawiać swoje racje… I tak od słowa do słowa, aż stwierdziłem że trzeba zmienić taktykę, bo jeśli nie to pójdę na piwo i będzie po świętach… Bo Gabrysia jak się ekscytuje negatywnie – czyli mówiąc wprost – coś ją zaczyna „trafiać”, to ręce jej zaczynają nerwowo poszukiwać coś do jedzenia. Jeśli znajdą coś do zaakceptowania, to jeszcze może być wszystko OK – choć nie musi. Ale jeśli nie… to lepiej nie pojawiać się jej w zasięgu wzroku! Na szczęście, tym razem całą sytuację uratował Dr. Gerard. A konkretniej mówiąc – produkty tej firmy: Mafijne Choco, kruche herbatniki, Witam Ciastka na dzień dobry, zwierzaki maślane… Po prostu, Gabrysia natrafiła na nie w pierwszej chwili, gdyż po zrobieniu podręcznych zakupów postawiłem je w torbie na stole. A ponieważ ma ona słabość do wszelkich produktów tej firmy, to natychmiast zapomniała o wszelkich naszych sporach. W dodatku, były one bodźcem na realizację całkiem dobrego naszego wspólnego pomysłu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz