niedziela, 14 maja 2017

pomoc kuchenna



W długi weekend majowy z całą rodzinką postanowiliśmy pojechać do rodziców męża, którzy mieszkają na wsi. Dwójka naszych maluchów już nie mogła się doczekać wyjazdu. Grzesiek i Mirek są sześcioletnimi bliźniakami. Bardzo lubią jeździć do dziadków. Tam mają więcej miejsca do biegania. Po przyjeździe okazało się, że dziadek potłukł sobie kolano jak schodził z traktora, a babcia miała wysoką gorączkę. Jak zwykle nic nie mówili przez telefon. Dziadkowi przyłożyłam kompres z maścią na nogę, a babci wyszukałam lekarstwa przeciwgorączkowe. Prawdopodobnie przeziębiła się przy pracach polnych. Jeszcze jest zimno i często pada deszcz. Ja podjęłam całkowity dyżur w kuchni. Tylko dopytywałam się babci co planowała gotować. Lecz ona nie miała przez chorobę pomysłu i dała mi pole do popisu. Ja lubię gotować, ale w swojej kuchni ze swoimi przyprawami. Tutaj zawsze czegoś mi brakowało. Otworzyłam zamrażarkę i zobaczyłam mięso mielone. Wykorzystałam je na kotlety. Babcia powiedziała mi, że jest dużo marchewki dlatego udusiłam ją na masełku. Niektórzy jeszcze dodają do niej groszek, ale ja nie lubię z groszkiem. Jeszcze ugotowałam kompot z truskawek i ziemniaki. Wszystkim smakował obiad w moim wydaniu. Za godzinę wyjęłam moje ulubione ciasteczka Dr. Gerarda o nazwie - Witam Ciastka na dzień dobry oraz zwierzaki maślane.  Dla dorosłych  zrobiłam w filiżankach kawę rozpuszczalną, a dzieci miały soczek pomarańczowy. Wtedy mogłam w końcu spokojnie sobie usiąść i porozmawiać z dziadkami.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz