W długi weekend majowy z całą rodzinką postanowiliśmy
pojechać do rodziców męża, którzy mieszkają na wsi. Dwójka naszych maluchów już
nie mogła się doczekać wyjazdu. Grzesiek i Mirek są sześcioletnimi bliźniakami.
Bardzo lubią jeździć do dziadków. Tam mają więcej miejsca do biegania. Po
przyjeździe okazało się, że dziadek potłukł sobie kolano jak schodził z
traktora, a babcia miała wysoką gorączkę. Jak zwykle nic nie mówili przez
telefon. Dziadkowi przyłożyłam kompres z maścią na nogę, a babci wyszukałam
lekarstwa przeciwgorączkowe. Prawdopodobnie przeziębiła się przy pracach
polnych. Jeszcze jest zimno i często pada deszcz. Ja podjęłam całkowity dyżur w
kuchni. Tylko dopytywałam się babci co planowała gotować. Lecz ona nie miała przez
chorobę pomysłu i dała mi pole do popisu. Ja lubię gotować, ale w swojej kuchni
ze swoimi przyprawami. Tutaj zawsze czegoś mi brakowało. Otworzyłam zamrażarkę
i zobaczyłam mięso mielone. Wykorzystałam je na kotlety. Babcia powiedziała mi,
że jest dużo marchewki dlatego udusiłam ją na masełku. Niektórzy jeszcze dodają
do niej groszek, ale ja nie lubię z groszkiem. Jeszcze ugotowałam kompot z
truskawek i ziemniaki. Wszystkim smakował obiad w moim wydaniu. Za godzinę
wyjęłam moje ulubione ciasteczka Dr. Gerarda o nazwie - Witam Ciastka na dzień
dobry oraz zwierzaki maślane. Dla
dorosłych zrobiłam w filiżankach kawę
rozpuszczalną, a dzieci miały soczek pomarańczowy. Wtedy mogłam w końcu
spokojnie sobie usiąść i porozmawiać z dziadkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz