Pierwszy
raz dostaliśmy wspólnie z mężem termin do sanatorium. W miejscowości Lądek
Zdrój. Podróż odbyła się z jedną przesiadką. Mamy problem z chodzeniem, więc
kupiliśmy bilet w przedziale dla osób
niepełnosprawnych. W tym wagonie siedzą konduktorzy i oni pomogli nam wysiąść we
Wrocławiu. Następnie pojechaliśmy busem do Lądka. Na przystanku zamówiłam
taksówkę, która zawiozła nas do szpitala uzdrowiskowego. W tym samym dniu
poszliśmy do lekarza, który zlecił nam zabiegi. Mieliśmy masaż borowinowy,
krioterapię, gimnastykę wodną i kąpiele solankowe. Wszystkie zabiegi mamy do
południa. Po obiedzie bierzemy swoje kijki i troszkę spacerujemy. Raz doszliśmy
do pijalni wód. Mieliśmy dwie puste butelki i napełniliśmy je wodą. Taka woda
musi być wypita w ciągu 24 godzin, bo traci właściwości. Na zabiegach
poznaliśmy miłych ludzi, z którymi często piliśmy kawę z dodatkiem różnych ciasteczek. Przeważnie
były to moje ulubione pryncypałki Dr. Gerarda. W towarzystwie szybko mijał
czas. Piękna słoneczna pogoda zachęcała do spacerów. Ze względu na niepełnosprawność
ruchową nasze wyprawy były krótsze. Przy pijalni jest dużo ławeczek o ciekawych
nazwach. Raz siedzieliśmy na ławeczce sympatycznej innym razem na wyjątkowej.
Za każdym razem wybieraliśmy inną ławeczkę jak dzieci. Lądek to cicha
miejscowość. Można odpocząć od zgiełku ulicznego oraz różnymi zabiegami
podreperować zdrowie. Szybko minęły trzy tygodnie pobytu. Wymieniliśmy się
telefonami ze znajomymi. Może jeszcze kiedyś się spotkamy w sanatorium.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz