środa, 8 listopada 2017

wyjazd do sanatorium



Pierwszy raz dostaliśmy wspólnie z mężem termin do sanatorium. W miejscowości Lądek Zdrój. Podróż odbyła się z jedną przesiadką. Mamy problem z chodzeniem, więc kupiliśmy   bilet w przedziale dla osób niepełnosprawnych. W tym wagonie siedzą konduktorzy i oni pomogli nam wysiąść we Wrocławiu. Następnie pojechaliśmy busem do Lądka. Na przystanku zamówiłam taksówkę, która zawiozła nas do szpitala uzdrowiskowego. W tym samym dniu poszliśmy do lekarza, który zlecił nam zabiegi. Mieliśmy masaż borowinowy, krioterapię, gimnastykę wodną i kąpiele solankowe. Wszystkie zabiegi mamy do południa. Po obiedzie bierzemy swoje kijki i troszkę spacerujemy. Raz doszliśmy do pijalni wód. Mieliśmy dwie puste butelki i napełniliśmy je wodą. Taka woda musi być wypita w ciągu 24 godzin, bo traci właściwości. Na zabiegach poznaliśmy miłych ludzi, z którymi często piliśmy kawę  z dodatkiem różnych ciasteczek. Przeważnie były to moje ulubione pryncypałki Dr. Gerarda. W towarzystwie szybko mijał czas. Piękna słoneczna pogoda zachęcała do spacerów. Ze względu na niepełnosprawność ruchową nasze wyprawy były krótsze. Przy pijalni jest dużo ławeczek o ciekawych nazwach. Raz siedzieliśmy na ławeczce sympatycznej innym razem na wyjątkowej. Za każdym razem wybieraliśmy inną ławeczkę jak dzieci. Lądek to cicha miejscowość. Można odpocząć od zgiełku ulicznego oraz różnymi zabiegami podreperować zdrowie. Szybko minęły trzy tygodnie pobytu. Wymieniliśmy się telefonami ze znajomymi. Może jeszcze kiedyś się spotkamy w sanatorium.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz