Śnieg padał przez
kilka dni. Nie żeby bez przerwy, ale po kilka godzin dzień w dzień. Nasypało go
dość sporo – tak obfitych opadów nie było od kilku lat. Jak przestało padać, to
zaczęło wiać. W porywach podmuchy przekraczały prędkość 100 km/h. Taka pogoda
spowodowała, że warunki komunikacyjne
stały się niezwykle skomplikowane. Może gdyby temperatura oscylowała w granicach
kilku stopni powyżej zera, to byłoby optymistycznie. Ale jeśli wynosiła ona
maksymalnie -5 stopni, to rozsądek nakazywał, że bieszczadzkie wyprawy należało
odłożyć na inny czas. A zwłaszcza że komunikaty pogodowe informowały o
zagrożeniu lawinowym w tym regionie.
Za oknem było
jeszcze szaro, kiedy kudłaty Jackie oparł się przednimi łapami o krawędź kanapy
i zimnym mokrym nosem dotknął policzka Jarka. Nie zrobiło to w tym momencie na panu
teriera jakiegoś wrażenia, gdyż przekręcił się on tylko na drugą stronę i
starał się spać dalej. Mocne drapnięcie w plecy, nie pozostawiało jednak
złudzeń. Zakląwszy ochrypłym głosem, Jarek podniósł się i usiadł na brzegu
łóżka. Nie otwierając oczu, zrobił kilka głębokich wdechów a później spojrzał
na szafkę. Wypił wodę którą postawił sobie przed pójściem spać, po czym zrobił
kilka pompek i nastawił ekspres. Z reguły budził się wcześniej, ale niezwykle
niskie ciśnienie atmosferyczne powodowało, że tego ranka ciężko było podnieść
głowę. Swoje kolejne kroki Jarek skierował w stronę łazienki. A kiedy z niej
wyszedł, to pobudzający aromat czarnego naparu unosił się po całym mieszkaniu.
Chciał się spokojnie napić gorącej kawy, ale Jackie stał już przed drzwiami
wyjściowymi i piszczał jak rzadko kiedy. Jarek otworzył więc szafkę w której
przechowuje słodycze, aby sięgnąć po jakieś smaczne ciastka Dr Gerard, włożyć
ich kilka do kieszeni kurtki i jak najszybciej wyjść. Potrzebował jednak kilka
sekund na to, aby zastanowić się, który detal ma wybrać z następującego
asortymentu:
- ciastka Mafijne
- ciastka Ghosters o smaku keczupowym lub serowym – nowość
od Dr Gerarda
- Pryncypałki – wafelki w czekoladzie
- precel z czekoladą, chili i solą
- draże
Lecz ze względu na to że pies już zaczął skamleć coraz
głośniej, złapał te pierwsze i szybko wyszli na zewnątrz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz