czwartek, 8 czerwca 2017

Piłkarski Dzień dziecka.

            Witam serdecznie, mamy miesiąc czerwiec, więc w moim domu zaczyna się imprezowanie. Dzień dziecka oraz imieniny moje i żony. Pierwsze dni spędziłem na boisku. Moje dzieci trenują piłkę nożną, każde w innym klubie. I każde miało swoje święto innego dnia. Co wymagało ode mnie sporego wysiłku, ponieważ musiałem a raczej chciałem zagrać w dwóch meczach Dzieci vs Rodzice. Trochę się obawiałem czy dam radę? Od poniedziałku jadłem bogate w minerały i witaminy „wit’AM ciastka na dobry dzień”. Następnie w środę wraz z innymi Tatusiami w czasie treningu naszych pociech, harataliśmy w gałę. Wypoceni, zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domów. Piłka nie wytrzymała, puściły szwy. Pora na nową. Gdy nadszedł czwartek od rana miałem pietra, czy Orliki nie zrobią pogromu staruszków? Klub bardzo się postarał, przygotował stroje dla wszystkich. Z dumą kroczyłem po boisku w koszulce klubu mojego syna. Na początku była rozgrzewka, chętnych do gry było więcej niż strojów. Gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek byłem przerażony. Stałem na obronie a na mnie nacierało sześcioro piłkarzy. Jednak nie byłem sam, na drugim skrzydle była jedna z mam i do pomocy cofnął się środkowy pomocnik. Mecz skończył się uczciwym remisem 1 do 1. Po rozegraniu wszystkich meczów zrobiono grill. Mogliśmy zjeść upieczoną kiełbaskę i bułkę. Dla dzieci były słodycze „dr Gerard”. Nadeszła sobota, kolejny mecz. Tym razem u mojej Tosi. To było większe wyzwanie. Jak tu zrobić by sześciolatki były zadowolone? Czy grać by przegrać? Czy jednak dać im szkołę? Gdy spotkaliśmy się na Orliku, dzieci zapowiedziały, że z nami wygrają. Miały rację, mecz skończył się wynikiem 18 do 8 dla małych piłkarzy. Dodam, że byłem strzelcem trzech bramek. Na naszą obronę przyznam, że narzuciliśmy takie tempo rozgrywania akcji, że koleżanka grając w ataku miała czas robić zdjęcia a ja miałem chwilę, by napić się kawy. Po południ moje pociechy odwiedziły kochane Ciocie. Każda z prezentami, więc ja zaproponowałem kawę i Maltikeks do niej.
Pozdrawiam L K


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz