Witam
serdecznie, mamy miesiąc czerwiec, więc w moim domu zaczyna się imprezowanie. Dzień
dziecka oraz imieniny moje i żony. Pierwsze dni spędziłem na boisku. Moje dzieci
trenują piłkę nożną, każde w innym klubie. I każde miało swoje święto innego
dnia. Co wymagało ode mnie sporego wysiłku, ponieważ musiałem a raczej chciałem
zagrać w dwóch meczach Dzieci vs Rodzice. Trochę się obawiałem czy dam radę? Od
poniedziałku jadłem bogate w minerały i witaminy „wit’AM ciastka na dobry dzień”.
Następnie w środę wraz z innymi Tatusiami w czasie treningu naszych pociech,
harataliśmy w gałę. Wypoceni, zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domów. Piłka
nie wytrzymała, puściły szwy. Pora na nową. Gdy nadszedł czwartek od rana
miałem pietra, czy Orliki nie zrobią pogromu staruszków? Klub bardzo się
postarał, przygotował stroje dla wszystkich. Z dumą kroczyłem po boisku w
koszulce klubu mojego syna. Na początku była rozgrzewka, chętnych do gry było więcej
niż strojów. Gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek byłem przerażony. Stałem na obronie
a na mnie nacierało sześcioro piłkarzy. Jednak nie byłem sam, na drugim skrzydle
była jedna z mam i do pomocy cofnął się środkowy pomocnik. Mecz skończył się
uczciwym remisem 1 do 1. Po rozegraniu wszystkich meczów zrobiono grill. Mogliśmy
zjeść upieczoną kiełbaskę i bułkę. Dla dzieci były słodycze „dr Gerard”. Nadeszła
sobota, kolejny mecz. Tym razem u mojej Tosi. To było większe wyzwanie. Jak tu
zrobić by sześciolatki były zadowolone? Czy grać by przegrać? Czy jednak dać im
szkołę? Gdy spotkaliśmy się na Orliku, dzieci zapowiedziały, że z nami wygrają.
Miały rację, mecz skończył się wynikiem 18 do 8 dla małych piłkarzy. Dodam, że
byłem strzelcem trzech bramek. Na naszą obronę przyznam, że narzuciliśmy takie
tempo rozgrywania akcji, że koleżanka grając w ataku miała czas robić zdjęcia a
ja miałem chwilę, by napić się kawy. Po południ moje pociechy odwiedziły
kochane Ciocie. Każda z prezentami, więc ja zaproponowałem kawę i Maltikeks do niej.
Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz