czwartek, 8 czerwca 2017

Wyczieczka do ZOO.


W ubiegłym w sobotę wybraliśmy się całą rodziną do ZOO.  Pogoda była wymarzona na takie  wycieczki, był słoneczny dzień, ale nie upalny.
Dzień wcześniej zakupiłem trochę słodyczy Dr Gerarda, by w trakcie zwiedzania co nieco przekąsić.
W sklepie osiedlowym kupiłem kruche herbatniki, Pryncytorcik i  Zwierzaki maślane, które ostatnio polubił wnuczek.
Wszyscy wstaliśmy wcześnie rano, by jak najszybciej dotrzeć do ZOO.
Po zjedzeniu śniadania wyruszyliśmy w drogę.
  Po dotarciu do zoo Kacper od razu zauważył lamy (jego ulubione zwierzęta) i wołał: Liamy Liamy- gdyż jeszcze nie zbyt umiał mówić. Ola cały czas go poprawiała.
 Podeszliśmy, więc do lam.  Lama o biało- czarno- brązowej sierści opluła Olę i jej brata Kacpra. Kacper rozpłakał się  i dlatego zaraz odeszliśmy od tych ,,plujących stworzeń"- tak nazwał je Ola. Następnie  poszliśmyi do lwów, później do niedźwiedzi, potem do małp, słoni, żyraf, kuców, strusi, tygrysów i tych podobne...  Po dwugodzinnym spacerze rodzinie zaczęło burczeć w brzuchach. Zatrzymaliśmy się na skwerku, na którym był mały ogródeczek z ławeczkami, by posilić się słodyczami Dr Gerarda. Z plecaka wyjąłem dla Kacpra jego  ulubione Zwierzaki maślane, Pryncytorcik dla Oli, a dla nas po paczce kruchych herbatników.
   Po posileniu ruszyliśmy dalej na zwiedzanie Ogrodu.
Gdy wychodziliśmy z Ogrodu Ola zauważyła sklepik z pamiątkami- a było to już przy wyjściu. Ola kupiła sobie grającą małpkę, Kacper- Słonika, a żona- kupiła sobie naszyjnik z słoniem na szczęście. Mnie wpadła w oko koszulka z napisem: ,,Odlotowy tata". Nie wiadomo co to miało związek ze zoo ale co kupiłem, to kupiłem też. Gdy kupiliśmy swe pamiątki to wróciliśmy do auta.
 Po dniu pełnym przygód rodzina wróciła wieczór do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz