Witam. Kwiecień plecień itd. Przysłowie, przysłowiem, a za oknem piękne słońce świeciło. Cieplutko. Złapałam z talerzyka ostatnie ciasto Pasję wiśniową ,,Dr Gerard”, i poszłam pobiegać. Nie wiem czy tak do końca, byłam na to przygotowana. Grunt, że chęci były. Strój także, i tyle. Spacer do parku, a tam pomału kroczek za kroczkiem, i coraz szybciej. Na początku było nie wesoło. Zadyszka szybko mnie dopadła. Przystanęłam na chwilkę, napiłam się wody i ruszyłam w dalszą drogę. Nie minęła pięć minut, ja już byłam zmęczona, ale jeszcze nie poddawałam się. Jeszcze Pięć minut biegania i odpoczynek. Postanowiłam nie katować się. Zaczęłam po prostu szybko chodzić, ale i to mnie zmęczyło. A słoneczko świeciło. A mogłoby popadać, miałabym pretekst aby schować się w domu z paczką ciastek np. Pryncypałków ,,Dr Gerard”. Jeszcze spacerowałam dwadzieścia minut, i wróciłam do domu. Po drodze kupiłam słodycze ,,Dr Gerard”. Początki uprawiania sportu były, czy będą jeszcze? Nie wiem. W domu szybki prysznic, kawka, ciasteczka draży ,,Dr Gerard” i telefon do koleżanki. Koleżanka była zmęczona, bo tak jak ja, miała zamiar biegać. Niestety, i jej także z planów nic nie wyszło. Mówiła, że biegając modliła się o deszcz. Ubaw miałyśmy po pachy. Pierwsze koty za płoty, kolejnym razem będzie na pewno o wiele lepiej. A słodycze firmy ,,Dr Gerard”, dodadzą mi energii, i tak szybko nie poddam się. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz