We wszystkich świętych pojechaliśmy na groby naszych bliskich. Po południu na cmentarzu było dużo ludzi. Także spotkaliśmy dalszą i bliską rodzinę. Ciocia zaprosiła nas do domu na kawę. Nie planowaliśmy odwiedzin, bo już było późno, ale ciocia nalegała. Więc pojechaliśmy do nich. Także przyjechała kuzynka Marysia z mężem i dziećmi. Nasze maluchy miały towarzystwo do zabawy. Nie pomyślałam, że się będę zatrzymywała i nic dzieciom nie kupiłam. Trudno innym razem coś im dam. Marysia od razu pokroiła dwa ciasta i zrobiła kawę. Jeden był sernik, a drugi przekładaniec z jabłkami i masą budyniową. Był bardzo dobry, dlatego poprosiłam ciocie o przepis. Co ciekawe w środku były biszkopty z nadzieniem o smaku morelowym produkcji Dr. Gerarda. Dzieci podchodziły i częstowały się tym przysmakiem. W szybkim tempie zniknął z talerza i gospodyni dokroiła następną porcje. Wieczorem chcieliśmy pożegnać bliskich lecz ciocia zaproponowała, abyśmy przenocowali, bo mamy daleką podróż. Zgodziliśmy się, ponieważ mąż miał dopiero po południu do pracy, a ja miałam urlop. Najbardziej szczęśliwe z tego powodu były dzieci, które fajnie bawiły się. Następnego dnia zaraz po wcześniejszym śniadaniu pożegnaliśmy gospodarzy i wyruszyliśmy do domu. Po drodze wstąpiłam do pobliskiego sklepu, żeby kupić drożdżówki. Przy okazji włożyłam do koszyka pryncypałki Dr. Gerarda. Jadąc schrupaliśmy prawie całą paczkę. Gdy zajechaliśmy, to od razu dałam znać cioci, by już była spokojna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz