Razem z dziećmi przygotowywałam się do świąt Wielkanocnych. Pomagali mi w sprzątaniu, dekorowaniu stroików oraz pieczeniu ciast. Zapomniałam, że pierwszy kwietnia jest prima Aprilis. Za to córki dobrze pamiętały tą datę. Ania i Marysia kłamały i wymyślały różne historie. Udawałam, że im uwierzyłam, z czego bardzo się cieszyły. Z tego dnia mają radość młodsi i starsi. Wtedy media przekazują nieprawdziwe wiadomości dla podtrzymania tradycji. Zwyczaj robienia żartów jest w Polsce od wielu lat. Także obchodzony na całym świecie. Nazwa tego święta oznacza pierwszy dzień kwietnia. Zwyczajowo w sobotę włożyliśmy pokarmy do koszyczków i je udekorowaliśmy bukszpanem. Przed kościołem ksiądz je poświęcił. W niedzielę na świąteczne śniadanie przyjechali teściowie. Stół nakryłam białym obrusem i położyłam jajka faszerowane, wędliny, babę drożdżową. Tradycyjnie na gorąco podałam żurek w małych bułkach specjalnie upieczonych na tą okazje. Pierwszy raz piekłam to pieczywo i trochę się denerwowałam czy teściowa mnie nie skrytykuje. Dodatkowo dzieci doniosły sernik oraz biszkopty z galaretką produkcji Dr. Gerarda. Te słodycze zawsze goszczą na naszym stole i najszybciej z niego znikają. Goście przynieśli kiełbasę wiejską, ćwikłę z chrzanem. Stół uginał się od obfitego jedzenia. Po późnym śniadaniu wybraliśmy się na spacer polną ścieżką. Było zimno, ale ruch na świeżym powietrzu pozytywnie wpłynął na wszystkich. Po powrocie piliśmy kawę z dodatkiem słodkich smakołyków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz