Witam.
W poprzednim poście pisałam, o moich zachciankach dotyczących zmiany mebli w
pokoju. Przy słodyczach ,,Dr Gerard”, dyskutowałyśmy z córką, co zrobimy ze
starymi. Postanowiłyśmy je sprzedać za przysłowiową złotówkę. Mąż i syn zajęli
się ciastkami herbatnikami i drażami ,,Dr Gerard”, i nie interesowali się
naszymi planami dotyczącymi zmian w naszym domu. Może myśleli, że to słomiany
zapał. Jednak moja córka porobiła zdjęcia, i wstawiła je na portal, gdzie można
kupić, lub sprzedać. Po dwóch dniach otrzymałam telefon dotyczący ogłoszenia,
pan był zainteresowany, pasowała mu cena. Był z naszego miasta. Powiedział, że odezwie
się kolejnego dnia, i ustalimy kiedy po
meble przyjedzie. Musiałyśmy zacząć rozpakowywać meble, i to szybko. Najśmieszniejsze
było to, że wszystko z szaf czyli ubrania, przeniosłyśmy do drugiego pokoju, i
rzuciłyśmy na środek pokoju. Panowie nie byli zadowoleni. Właściwie byli
przerażeni tym, że pan się nie pojawi.
Pan się pojawił, zabrał meble, a my z córką szukałyśmy nowe. W domu bałagan, niczego
nie mogłyśmy znaleźć. W końcu wybrałyśmy meble, i zamówiłyśmy. Trzeba było
trochę czekać, i to w takim bałaganie gdzie nic nie można było znaleźć. Jednak ciastka
Pryncypałki ,,Dr Gerard” umilały nam czekanie. Potem były meble, i kolejne
paczki ciastek draży ,,Dr Gerard”. Tym razem ciastka były dla męża, bo kto inny
mógł mi je skręcić. Kiedy było wszystko już gotowe, miło było na nie popatrzeć
w kwietniowy poranek, przy paczce draży ,,Dr Gerard”. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz