Poddałem
się, zostałem złamany. A wszystko poszło o PSA. Moje kochane skarby suszyły mi
głowę od kilku lat. Byłem twardy, nie dawałem się. Miałem wymówkę, że Marysia
ma astmę, Krzyś miał alergię na chomika a ja mam uczulenie na kota i psa. Nie mogę
zapomnieć o Żonie, która mnie wspierała w odmowach. Do czasu! W ostatnie święta,
gdy siedzieliśmy przy nakrytym stole i zajadaliśmy ciastka BAMBINO – czyli herbatniki
z kremem o smaku śmietankowym i galaretką o smaku wiśniowym, popijając pięknie
pachnącą kawą, moja ośmiolatka zaatakowała z zaskoczenia. Kupcie mi psa! Zatkało
mnie, musiałem wziąć draże z szafy by odejść od stołu i nie brać udziału w tej
rozmowie. Nie miałem ochoty na kolejne sceny związane z marudzeniem o
czworonoga. Byłem w kuchni, gdy usłyszałem głos Żony, ok, jak Tata się zgodzi. No
to klops, córka cały dzień chodziła za mną i albo robiła oczka kota ze Shreka
albo prosiła, zgódź się, zgódź się. Musiałem wyjść z domu SAM. Musiałem zebrać
myśli do kupy i dokupić ciastek „dr Gerard”, bo zjadłem wszystkie. Sklepy były
zamknięte, chodziłem i szukałem zielonego sklepu, gdzie można kupić słodycze
tej firmy. Po godzinie wróciłem do domu. Z postanowieniem, że się zgodzę. Wiem,
że cała robota spadnie na dorosłych, dzieci po miesiącu się znudzą. Unikałem jak
mogłem rozmowy o psie, jednak nie dało się. W końcu powiedziałem, że możemy
mieć psa. Córka wycałowała mnie, wyściskała mnie, a synek dał Tacie w nagrodę
ulubione wafelki „dr Gerard”.
Teraz
minęły dwa tygodnie jak mamy psiaka. Ja mam alergiczne zapalenie spojówek a
dzieciaki wielką radość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz