W poniedziałek od
samego rana nie miałam humoru. Pogoda była
odpowiednia pod mój nastrój. Silno wiało i padał śnieg z deszczem. Ja przebywałam na zwolnieniu chorobowym. Lekarz
po szczegółowych badaniach stwierdził, że to grypa, którą muszę wyleżeć. Nie
wolno lekceważyć, bo mogą być różne powikłania. Poważnie potraktowałam zalecenia i położyłam się do łóżka. Zresztą
miałam wysoką gorączkę i silne dreszcze. Koleżanka z pracy chciała mnie odwiedzić, ale zaproponowałam jej
dopiero za parę dni jak wyzdrowieje. Nie chciałam ją zarażać. Sama martwiłam
się o dzieci i o męża. Tydzień później zachorowała starsza córka Marysia, a
potem młodsza Kasia. Prawie przez miesiąc mieliśmy szpital domowy. Po tych
chorobach chciałam z kimś porozmawiać i oderwać się od codziennych zmartwień.
Zadzwoniłam do przyjaciółki, że już jesteśmy zdrowi i kiedy może nas odwiedzić.
Zaraz postanowiła przyjechać. Zaglądnęłam do szafki ze słodyczami. Jak mogłam
się domyślać było pusto. Moi domownicy są największymi łasuchami. Szybko
poszłam do pobliskiego pawilonu i kupiłam moje ulubione pryncypałki oraz
ciastka Bambino. Te wymienione smakołyki pochodzą z produkcji Dr. Gerarda.
Właśnie układałam ciasteczka na talerz, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. To
przyjaciółka weszła z uśmiechem na twarzy. W ręku trzymała czekoladę dla
dziewczynek. Córki podziękowały i pobiegły do pokoju. Za chwilę przyszły nas
poczęstować. Przyniosłam ciastka i kawę do salonu. Wtedy zaczęłyśmy opowiadać sobie
o naszych radościach i smutkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz