środa, 13 marca 2019

wirus grypy


 W poniedziałek od samego rana nie  miałam humoru. Pogoda była odpowiednia pod mój nastrój. Silno wiało i padał śnieg z deszczem. Ja  przebywałam na zwolnieniu chorobowym. Lekarz po szczegółowych badaniach stwierdził, że to grypa, którą muszę wyleżeć. Nie wolno lekceważyć, bo mogą być różne powikłania. Poważnie potraktowałam  zalecenia i położyłam się do łóżka. Zresztą miałam wysoką gorączkę i silne dreszcze. Koleżanka z pracy chciała  mnie odwiedzić, ale zaproponowałam jej dopiero za parę dni jak wyzdrowieje. Nie chciałam ją zarażać. Sama martwiłam się o dzieci i o męża. Tydzień później zachorowała starsza córka Marysia, a potem młodsza Kasia. Prawie przez miesiąc mieliśmy szpital domowy. Po tych chorobach chciałam z kimś porozmawiać i oderwać się od codziennych zmartwień. Zadzwoniłam do przyjaciółki, że już jesteśmy zdrowi i kiedy może nas odwiedzić. Zaraz postanowiła przyjechać. Zaglądnęłam do szafki ze słodyczami. Jak mogłam się domyślać było pusto. Moi domownicy są największymi łasuchami. Szybko poszłam do pobliskiego pawilonu i kupiłam moje ulubione pryncypałki oraz ciastka Bambino. Te wymienione smakołyki pochodzą z produkcji Dr. Gerarda. Właśnie układałam ciasteczka na talerz, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. To przyjaciółka weszła z uśmiechem na twarzy. W ręku trzymała czekoladę dla dziewczynek. Córki podziękowały i pobiegły do pokoju. Za chwilę przyszły nas poczęstować. Przyniosłam ciastka i kawę do salonu. Wtedy zaczęłyśmy opowiadać sobie o naszych radościach i smutkach.              

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz