Dzień staje się
coraz dłuższy. Trwa on już niemal cztery godziny więcej od najkrótszego w roku.
Słońce wstaje już o szóstej, dlatego też kiedy rano spałem jak kamień, to o
siódmej leżąc na lewym boku, tak mnie w plecy przygrzało, że przyśniło mi się o
tym, jak wygrzewam się pod lampą solarną w jakimś zakładzie fizykoterapii.
Rehabilitantka ubrana w kucharski fartuch oraz czepek, przygotowywała w
malakserze jakieś aromatyczne smakowite ciasto. Obok maszyny, na stole leżały
opakowania z wybornymi słodyczami marki Dr Gerard:
- ciastka C-MOLL HAZELNUT – czyli Wafel w czekoladzie z
kremem orzechowym i kakaowym
- ciastka BAMBINO – czyli herbatniki z kremem o smaku
śmietankowym i galaretką o smaku wiśniowym
- Pryncypałki – wafelki w czekoladzie
- draże
Chyba musiałem być
już potwornie głodny, gdyż we śnie nie mogłem doczekać się kiedy zakończę to
wygrzewanie jak kocur i z przyjemnością zasmakuję wspaniałości przygotowywanych
przez miłą panienkę… Jednakże o zwykłej godzinie – czyli dwadzieścia minut po
siódmej – zadzwonił budzik i senne przyjemności prysły jak mydlana bańka. W
rzeczywistości okazało się, że faktycznie jestem głodny. Lampą solarną okazało
się słońce, świecące dość mocno jak na pierwszą dekadę marca w okno – a przy
tym rozgrzewając moje plecy. W powietrzu roznosił się lekki przyjemny zapach,
pobudzający soki żołądkowe. Jego przyczyną było kilka ciastek Dr Gerard,
pozostawionych na talerzyku, których to nie zjadłem w czasie wieczornego
oglądania meczu. Pod wpływem promieni słonecznych, olejki eteryczne ich
naturalnych składników zaczęły się unosić, tworząc w pomieszczeniu apetyczny
klimat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz