Przed dniem Wszystkich Świętych wybrałam się na cmentarz.
Właśnie szłam na autobus z siatką pełną zniczy, ściereczek i wody do mycia
nagrobków. Ktoś zatrąbił na mnie. To był syn mojej siostry. Zatrzymał się na
przystanku i razem pojechaliśmy na cmentarz. Ten zbieg okoliczności bardzo mnie
ucieszył, bo od przystanku jest pod górkę. Wspólnie umyliśmy dwa nagrobki
naszych najbliższych. Obok cmentarza wystawione
były różne kwiaty do sprzedaży. Zastanawiałam się jaki kwiatek wybrać.
Najwięcej było chryzantem. Jednak wybrałam sztuczną kolorową wiązankę. W
powrotnej drodze wstąpiliśmy do sklepu po chleb, markizy i ciastka
pełnoziarniste produkcji Dr. Gerarda. Zadowoleni wróciliśmy do domu. Zaraz po
umyciu rąk zrobiłam kawę, a na deser położyłam smaczne ciasteczka. Przyjechał
mąż i też zażyczył sobie kawy. Następnego dnia odwiedzaliśmy cmentarze, gdzie leżą bliskie nam osoby. Na
cmentarzu było dużo osób, barwne wiązanki i palące się znicze. Było ciepło i
słonecznie. Dlatego rodzice przyszli z małymi dziećmi. Zawsze zapalam dodatkowy
znicz przy skrzydle samolotu wbitym w ziemię. Podczas wojny ten samolot został
zestrzelony przez Niemców. Zwłoki i skrzydło zostało przeniesione na cmentarz. Tragiczna
śmierć bohaterskich lotników jest co roku uczczona przez dzieci z pobliskiej
szkoły. Przekazywana z pokolenia na pokolenie historie tego zdarzenia. W ten
wyjątkowy dzień wspominamy naszych najbliższych i zastanawiamy się nad własnym
życiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz