Pierwszego listopada wraz z mężem Mirkiem odwiedziłam groby
moich najbliższych. Natomiast do jego
rodzinnych stron zaplanowaliśmy wyjazd w
weekend. Wcześniej kupiliśmy bilety na pociąg w obydwie strony. Na miejscu przy
cmentarzu zakupiliśmy znicze i kwiaty. Na grobie rodziców męża z ledwością
wsunęliśmy kwiat i lampki. Zatrzymaliśmy się dłużej i wspominaliśmy ich. Ta chwila ciszy i zadumy
była nam bardzo potrzebna. Wciąż za czymś biegniemy i na nic nie mamy czasu. Teraz
nasze myśli krążą wokół przemijania ludzkiego życia. Dobrze, że są takie dni refleksji. Po
dwugodzinnym pobycie poszliśmy do siostry Mirka. Już nie mogła doczekać się
kiedy przyjdziemy. Dzieciom dałam po jednym torciku czekoladowym produkcji Dr.
Gerarda oraz drewniane warcaby. Z Internetu wydrukowałam instrukcje dla
początkujących. Bardzo się ucieszyły i
od razu chciały grać. Kasia i Ola są bliźniaczkami i są bardzo do siebie
podobne. Nigdy nie mogę rozpoznać te dziewczynki. Trochę się z nimi bawiłam, a
potem same grały. Joasia chyba wszystko wyłożyła z lodówki, bo zapełniła cały
stół. Piliśmy kawę z dodatkiem smacznych ciasteczek Dr. Gerarda. Joasia nie
piecze ciast, bo nie lubi piec. Za to uwielbia jeść różne słodycze. W miłej rodzinnej
atmosferze spędziliśmy sobotę. Następnego dnia wszyscy poszliśmy do kościoła, a
potem na cmentarz. Joasia podwiozła nas na dworzec kolejowy i tam się
pożegnaliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz