sobota, 10 listopada 2018

„Zaduszki u rodziców”

W tego roczne Wszystkich Świętych nastąpiły zmiany. Otóż ja z faktu na zmianę stanu cywilnego i dwójka braci z powodu choroby nie dotarliśmy na cmentarz do rodziców i dziadków. 1 Listopada Justynka, ja i Ola pojechaliśmy na grób jej rodziców i okazyjnie przy grobie spotkaliśmy brata Justyny z narzeczoną. Chwilę postaliśmy przy grobie rozmawiając, potem poszliśmy zapalić świeczkę na kilku grobach znajomych i wróciliśmy do domu. Dopiero na drugi dzień Justynka zapakowała do plecaka trzy opakowania Słodyczy Dr Gerarda, a były to: Ciastka pełnoziarniste, Wafelki oraz Andruty. Autobusem pojechaliśmy na groby do moich rodziców i dziadków. Zapaliliśmy tylko wkłady, gdyż płyty nagrobne były zapełnione zniczami, kwiatami i wiązankami ciężko było cokolwiek więcej wcisnąć. Pomodliliśmy się nad grobami i poszliśmy zapalić świeczki na grobach kilku znajomych. Następnie poszliśmy na Mszę św. odprawianą za dusze wszystkich zmarłych na tym cmentarzu. Po wyjściu z kościoła podeszła do nas, była już, moja sąsiadka pani Wanda pytając czy na długo przyjechaliśmy. Mieliśmy wracać kolejnym autobusem do domu, ale okazało się, iż jest to dzień wolny od szkoły i autobus nie jedzie, więc pani Wanda zaprosiła nas na kawę abyśmy nie marzli w oczekiwaniu na kolejny kurs. Grzechem byłoby nie skorzystać z zaproszenia, była to bowiem okazja, by powspominać stare, dawne czasy i nasze wesele. Po wejściu do domu rozpłaszczyliśmy się, a żoneczka wyciągnęła z plecaka wszystkie opakowania Słodyczy Dr Gerarda i ułożyła je na stole do kawy. Pani Wanda zaś odpowiedziała, że nie po to nas zapraszała, byśmy przywozili jakiekolwiek Słodycze, lecz Justynka była nieugięta i tak oto do kawy zajadaliśmy się wypiekami sąsiadki oraz Słodyczami Dr Gerarda, dzieląc się wspominkami o moich rodzicach, naszym weselu i wielu innych sytuacjach z życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz