Cześć. Właśnie
zaczął się weekend. Co będę robił? Kanapa, telewizor i ciastka od „dr Gerard”?
Jedyne plany, jakie mamy to mecz Tomka. Potem lenistwo w czystej postaci. Rodzinę
wyślę na działkę. Jest tam trochę pracy, no i trzeba posprzątać altanę. Bardziej
wartościowe rzeczy musimy przywieźć, by zimą nie ukradli. Włamania i kradzieże
to prawdziwa plaga. Wszystko to, co można sprzedać znika. Pewnego roku na
naszych ogrodach zorganizowano straż obywatelską, która patrolowała teren. Moja
Żona od dziecka spędza ciepłą część roku na pracach w ogródku. Moim skarbom
również wpaja ten styl życia. W rok szkolny, gdy tylko śnieg stopnieje, co
sobota po śniadaniu ruszamy do roboty. Wiosną, kopanie, sianie, sadzenie. Potem
gracowanie, plewienie, podlewanie. Wszystko po to, by latem i jesienią mieć
mnóstwo roboty w kuchni. To, co urodzi nam działka, my przerabiamy. Kompoty,
drzemy, konfitury, mrożonki. W ubiegłym roku postanowiłem zająć się wyrobem
wybornego trunku na spirytusie. Dopiero wtedy doceniłem zalety własnych drzewek
owocowych. Nie tylko dają mi cień, gdy piję pod nimi kawę zajadając Zwierzaki
maślane, lecz także mogę zrobić z nich nalewki czy wino. Żona bardzo się
zdziwiła, co mi się stało? Dlaczego zacząłem chodzić z nimi i oglądam jak
kwitną i owocują wiśnie czy winogrono? Jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy
zobaczyła jak kupuję w necie sadzonki owocowe. Różne egzotyczne grona, pigwę
lub dobre jabłka. Z drugiej strony, doszła jej kolejna para rąk do pracy. Oraz nowe
owoce do przetworów. Nowe smaki dżemu do ciast i ciastek. Dla dzieciaków też
jest plus, pieniądze za sprzedane wiśnie, czereśnie czy brzoskwinie wrzucamy do
ich skarbonek. Podsumowując, wszyscy pracujemy na wspólne zbiory.
Pozdrawiam L K
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz