piątek, 13 października 2017

Po co mi działka?

Cześć. Właśnie zaczął się weekend. Co będę robił? Kanapa, telewizor i ciastka od „dr Gerard”? Jedyne plany, jakie mamy to mecz Tomka. Potem lenistwo w czystej postaci. Rodzinę wyślę na działkę. Jest tam trochę pracy, no i trzeba posprzątać altanę. Bardziej wartościowe rzeczy musimy przywieźć, by zimą nie ukradli. Włamania i kradzieże to prawdziwa plaga. Wszystko to, co można sprzedać znika. Pewnego roku na naszych ogrodach zorganizowano straż obywatelską, która patrolowała teren. Moja Żona od dziecka spędza ciepłą część roku na pracach w ogródku. Moim skarbom również wpaja ten styl życia. W rok szkolny, gdy tylko śnieg stopnieje, co sobota po śniadaniu ruszamy do roboty. Wiosną, kopanie, sianie, sadzenie. Potem gracowanie, plewienie, podlewanie. Wszystko po to, by latem i jesienią mieć mnóstwo roboty w kuchni. To, co urodzi nam działka, my przerabiamy. Kompoty, drzemy, konfitury, mrożonki. W ubiegłym roku postanowiłem zająć się wyrobem wybornego trunku na spirytusie. Dopiero wtedy doceniłem zalety własnych drzewek owocowych. Nie tylko dają mi cień, gdy piję pod nimi kawę zajadając Zwierzaki maślane, lecz także mogę zrobić z nich nalewki czy wino. Żona bardzo się zdziwiła, co mi się stało? Dlaczego zacząłem chodzić z nimi i oglądam jak kwitną i owocują wiśnie czy winogrono? Jeszcze bardziej była zaskoczona, gdy zobaczyła jak kupuję w necie sadzonki owocowe. Różne egzotyczne grona, pigwę lub dobre jabłka. Z drugiej strony, doszła jej kolejna para rąk do pracy. Oraz nowe owoce do przetworów. Nowe smaki dżemu do ciast i ciastek. Dla dzieciaków też jest plus, pieniądze za sprzedane wiśnie, czereśnie czy brzoskwinie wrzucamy do ich skarbonek. Podsumowując, wszyscy pracujemy na wspólne zbiory.

Pozdrawiam L K 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz