Co roku piekę pączki. Tak się już utarło, że przynoszę
moje wypieki do pracy. Dzieci biorą sobie do szkoły, a mąż pakuje na drugie
danie. W tym roku było podobnie tylko, że zamiast je smażyć na oleju z
dodatkiem smalcu, to je piekłam. Przepis wyguglowałam z Internetu. Są zdrowsze
i mniej z nimi pracy, ale nie mają tego specyficznego smaku prawdziwego pączka.
Choć piekąc pierwszy raz pączki nie mogę narzekać na ich wygląd i smak, to
wersja smażonych mi lepiej odpowiada. W pracy wyjęłam pączki i położyłam na
duży talerz. Jedna koleżanka wyłożyła chrupiące chrusty, a inna śmiejąc się
ułożyła na talerzyk przepyszne ciasteczka Dr. Gerarda jungle truskawkowe. W
przerwie piliśmy kawę i częstowaliśmy się słodkościami. Zgodnie podsumowały, że
smaczne te moje bułeczki. Niestety musiałam im przyznać rację, że smakują jak
bułeczki śniadaniowe. Nawet mąż zauważył inny smak tych wypieków. Pewnie na
drugi rok wrócę do prawdziwych smażonych pączków. Teraz upodobałam sobie
rarytasy produkcji Dr. Gerarda i nimi zastępuje, gdy nie chce mi się na sobotę
upiec ciasta. Dzieciom też one przypadły do gustu. Tak było w ostatnią sobotę
karnawałową. Po eksperymencie z pączkami postanowiłam odpocząć od pieczenia. Po
południu usłyszałam trąbienie samochodu, a dzieci podskakując zaczęły krzyczeć
babcia i dziadek przyjechali. Oczywiście spanikowałam. Czym ich poczęstuje
przecież wyjątkowo nic nie piekłam. Szybko otworzyłam szafkę, gdzie ukrywam
słodycze przed domownikami. Na szczęście jeszcze nie zdążyli znaleźć ciasteczek
mojego ulubionego producenta Dr. Gerarda. Teściowa przywitała się wręczając mi
pudełko ze smacznymi oponkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz