czwartek, 15 lutego 2018

luty to czas pieczenia pączków i faworków



Luty to czas pieczenia pączków i faworków. Niestety ja nie lubię piec tych smakołyków. Wolę już kupić sobie w sklepie. Symbolicznie kupiłam po dwa pączki do kawy. Natomiast dodatkowo zaopatrzyłam się w ciasteczka pryncypałki mojego ulubionego producenta Dr. Gerarda. W pracy koleżanki wyłożyły na talerz pączki, faworki, a ja na osobny talerzyk ułożyłam wcześniej kupione smakołyki Dr. Gerarda. W tłusty czwartek nikt nie przejmuje się nadmiarem kilogramów. Ja też pozwoliłam sobie na zjedzenie różnych smakołyków. Przyjaciółki wymieniały się ciekawymi przepisami na pączki. Ja na myśl o samym smażeniu już mi się robi niedobrze. Chociaż bardzo lubię jeść te rarytasy. Na ostatki mieliśmy z mężem zaproszenie do mojej siostry Marysi. Oczywiście kupiłam ciasteczka dr. Gerarda i pojechaliśmy. Zaskoczona zauważyłam przed jej domem pojazd rodziców i brata. Przywitaliśmy się ze wszystkimi serdecznie. Do wesołej atmosfery przyczyniała się trójka dzieci brata. Zabawiłam się w przedszkolankę i układałam z nimi klocki oraz czytałam im książeczki. Dwóch najstarszych chłopców Kamilek i Michał byli bliźniakami i mieli po sześć lat, a najmłodszy Piotrek trzy latka. Z wielką przyjemnością  zajmowałam się nimi. W skrytości nie mogąc doczekać się własnego potomstwa. Już jestem mężatką od dwóch lat i mam problemy z donoszeniem ciąży. Lekarz pocieszał mnie i wierzył w szczęśliwe zakończenie. Także ja byłam pozytywnie nastawiona. W salonie goście śmiali się i głośno rozmawiali, a na stole były dwa talerze własnoręcznie upieczonych przez Marysię pączków, faworków i moje ciasteczka. Dzieci usiadły przy stole i zabrały się do jedzenia smakołyków.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz