Luty
to czas pieczenia pączków i faworków. Niestety ja nie lubię piec tych
smakołyków. Wolę już kupić sobie w sklepie. Symbolicznie kupiłam po dwa pączki
do kawy. Natomiast dodatkowo zaopatrzyłam się w ciasteczka pryncypałki mojego
ulubionego producenta Dr. Gerarda. W pracy koleżanki wyłożyły na talerz pączki,
faworki, a ja na osobny talerzyk ułożyłam wcześniej kupione smakołyki Dr.
Gerarda. W tłusty czwartek nikt nie przejmuje się nadmiarem kilogramów. Ja też pozwoliłam
sobie na zjedzenie różnych smakołyków. Przyjaciółki wymieniały się ciekawymi
przepisami na pączki. Ja na myśl o samym smażeniu już mi się robi niedobrze.
Chociaż bardzo lubię jeść te rarytasy. Na ostatki mieliśmy z mężem zaproszenie do
mojej siostry Marysi. Oczywiście kupiłam ciasteczka dr. Gerarda i pojechaliśmy.
Zaskoczona zauważyłam przed jej domem pojazd rodziców i brata. Przywitaliśmy
się ze wszystkimi serdecznie. Do wesołej atmosfery przyczyniała się trójka
dzieci brata. Zabawiłam się w przedszkolankę i układałam z nimi klocki oraz czytałam
im książeczki. Dwóch najstarszych chłopców Kamilek i Michał byli bliźniakami i
mieli po sześć lat, a najmłodszy Piotrek trzy latka. Z wielką
przyjemnością zajmowałam się nimi. W
skrytości nie mogąc doczekać się własnego potomstwa. Już jestem mężatką od
dwóch lat i mam problemy z donoszeniem ciąży. Lekarz pocieszał mnie i wierzył w
szczęśliwe zakończenie. Także ja byłam pozytywnie nastawiona. W salonie goście śmiali
się i głośno rozmawiali, a na stole były dwa talerze własnoręcznie upieczonych
przez Marysię pączków, faworków i moje ciasteczka. Dzieci usiadły przy stole i
zabrały się do jedzenia smakołyków.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz