Dzisiaj
rano żona wzięła mnie do fryzjera. Była umówiona na farbowanie i postanowiła
zabrać mnie, by zawodowiec zadbał o moją bujną fryzurę. Nie wiedziałem, co mnie
czeka. Nie byłem na to przygotowany. „Po pierwsze primo”, po co idąc do
fryzjera zabiera się czekoladki? „Po drugie primo”, dlaczego gotowała szybko
zupę na obiad? No ile można nakładać farbę? „Po trzecie primo”, dlaczego brała
wodę do picia? Po dziesięciu minutach czekania na swoją kolej, już wiedziałem. Atmosfera
w salonie, jak u cioci na imieninach. Same znajome, wiedzą wszystko o
wszystkich i rozmawiają o wszystkim. Jako jedyny facet, postanowiłem się
zdrzemnąć, nie dało się. Trajkotanie z każdej strony „ptasie radio”. Zjadłem słone
przekąski, które były wyłożone na talerzyku i siedziałem w milczeniu. Żona widziała,
że się nudzę, więc wysłała mnie do sklepu po coś słodkiego od „dr Gerard”.
Podpowiedziała jej to pani fryzjerka. Podobno każdy mężczyzna tak robi. Gdy wróciłem
kobiety prawiły o posypkach do ciastek. Pewnie wcześniej rozmawiały o
pieczeniu. Teraz zeszło na ozdabianie. Lubię słodycze, więc byłem
zainteresowany. Kiedyś do dekoracji służył cukier puder i roztopiona czekolada,
teraz są prawdziwe cuda. Jakieś brokatowe gwiazdki, konfetti o wielu kształtach
i kolorach, cukrowe perełki, maczki cukrowe, pałeczki cukrowe, posypki kulki,
mini bezy, mini pianki a nawet cukrowe oczy. Normalnie szok. Zastanawiam się,
kto wpada na takie pomysły? Czy ktoś robi jeszcze lukier? Moja ślubna również
uczestniczyła w tej rozmowie, zaproponowała ciasteczka Maltikeks dr Gerard,
które można rozsypać na ciasto lub na ciastka. Jedno jest pewne na tycz
czekoladowych ciasteczkach nie połamiemy sobie zębów, jak na tych cukrowych
kuleczkach. Z salonu wyszliśmy dość szybko, już po trzech godzinach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz