środa, 12 września 2018

U fryzjera.


          Dzisiaj rano żona wzięła mnie do fryzjera. Była umówiona na farbowanie i postanowiła zabrać mnie, by zawodowiec zadbał o moją bujną fryzurę. Nie wiedziałem, co mnie czeka. Nie byłem na to przygotowany. „Po pierwsze primo”, po co idąc do fryzjera zabiera się czekoladki? „Po drugie primo”, dlaczego gotowała szybko zupę na obiad? No ile można nakładać farbę? „Po trzecie primo”, dlaczego brała wodę do picia? Po dziesięciu minutach czekania na swoją kolej, już wiedziałem. Atmosfera w salonie, jak u cioci na imieninach. Same znajome, wiedzą wszystko o wszystkich i rozmawiają o wszystkim. Jako jedyny facet, postanowiłem się zdrzemnąć, nie dało się. Trajkotanie z każdej strony „ptasie radio”. Zjadłem słone przekąski, które były wyłożone na talerzyku i siedziałem w milczeniu. Żona widziała, że się nudzę, więc wysłała mnie do sklepu po coś słodkiego od „dr Gerard”. Podpowiedziała jej to pani fryzjerka. Podobno każdy mężczyzna tak robi. Gdy wróciłem kobiety prawiły o posypkach do ciastek. Pewnie wcześniej rozmawiały o pieczeniu. Teraz zeszło na ozdabianie. Lubię słodycze, więc byłem zainteresowany. Kiedyś do dekoracji służył cukier puder i roztopiona czekolada, teraz są prawdziwe cuda. Jakieś brokatowe gwiazdki, konfetti o wielu kształtach i kolorach, cukrowe perełki, maczki cukrowe, pałeczki cukrowe, posypki kulki, mini bezy, mini pianki a nawet cukrowe oczy. Normalnie szok. Zastanawiam się, kto wpada na takie pomysły? Czy ktoś robi jeszcze lukier? Moja ślubna również uczestniczyła w tej rozmowie, zaproponowała ciasteczka Maltikeks dr Gerard, które można rozsypać na ciasto lub na ciastka. Jedno jest pewne na tycz czekoladowych ciasteczkach nie połamiemy sobie zębów, jak na tych cukrowych kuleczkach. Z salonu wyszliśmy dość szybko, już po trzech godzinach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz