Jak co roku w styczniu odbywał się finał świątecznej pomocy.
Młodzi ludzie z puszkami wyszli na miast i wsi, by pomóc w jednodniowej zbiórce
pieniędzy na cele polskiej medycyny. Moja
córka Kasia wraz z koleżankami brała
udział w tej zbiórce. Przez parę dni przeszli przeszkolenie jak mają się
zachowywać w trudnych sytuacjach. Dziewczynki zbierały w przeznaczonym dla nich
miejscu. Miały kolorowe skarbonki i serduszka, które rozdawały podczas kwestowania.
Większość ludzi wrzucała monety i uśmiechała się do nich. Po pięciu godzinach zaniosły
prawie pełne puszki do swojej bazy. Z uczuciem dobrze spełnionego zadania przyszły
z Kasią do domu. Były zmarznięte więc szybko zrobiłam gorącej herbaty z
malinami. Na talerzyku były smaczne czekoladowe wafelki i ciastka
pełnoziarniste Dr. Gerarda więc się
częstowały. Po dziesięciu minutach chciały pójść do domu. Mąż zaproponował, że
każdą odwiezie na miejsce. Wolontariuszki bardzo ucieszyły się, bo były już
zmęczone. Podziwiam młodzież za chęć służenia
pomocą. Ponadto uczą się wrażliwości na drugiego człowieka. Po południu
przyszła teściowa z teściem na kawę. Przy tej okazji Kasia opowiedziała im jak
przebiegała zbiórka pieniędzy. W tym
czasie mały Jasiu obudził się i zaczął głośno krzyczeć. Dlatego na chwilę wszyscy
zainteresowali się maluchem. Nakarmiony bawił się zabawkami w łóżeczku. Córka
mogła spokojnie porozmawiać z dziadkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz