Grypa pojawiła się w moim domu jak nieproszony gość.
Na początku myślałam, że to tylko lekkie przeziębienie. Niestety wieczorem
dostałam dreszczy, gorączkę. Następnego dnia doszedł kaszel i katar. Plany
wyjazdowe z dziećmi na ferie zimowe zostały przełożone nie wiadomo do kiedy.
Przez dwa dni leczyłam się naturalnymi metodami. Na razie nic nie pomogło.
Urlop, który poświęciłam na wyjazd muszę wykorzystać na leżenie w łóżku. Nie
mam siły na gotowanie obiadów. Wysłałam starszą córkę Monikę na zakupy. Kupiła
pierogi z mięsem i z serem. Na deser wyjęła moje ulubione ciasteczka dr.
Gerarda jungle czekoladowe. Ja od rana nic nie jadłam i nie mam ochoty na
jedzenie. Pomogłam ugotować dziewczynkom pierożki i położyłam się. Mąż musiał
sam sobie ugotować. Z tego powodu pomarudził,
ale już nie zwracałam na niego uwagi. Dodatkowo był zły, bo plany wyjazdowe do
jego rodzinnego domu nie wyszły. Nie miałam sił, ani ochoty na kłótnie, więc
się nie odzywałam. Monika dała mu ciasteczka do kawy i tym go ułagodziła.
Pomyślałam, że nie zawsze wszystko toczy się z planem. Czasami trzeba
podporządkować się do danej sytuacji. Poszłam do lekarza rodzinnego, który
potwierdził u mnie wirus grypy. Przepisał mi antybiotyk i zalecił leżenie w
łóżku. Posłusznie wykonałam jego zalecenia. Już nie raz słyszałam o
powikłaniach grypowych. Jedynie mój wspaniały małżonek był z tego powodu
niezadowolony. Natomiast córki chodziły do swoich koleżanek i nie narzekały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz