poniedziałek, 14 stycznia 2019

Adoptowana babcia cz. I

Witam. Styczeń to czas świętowania Babci i Dziadka. Ja wnuków jeszcze nie mam, ale poproszono mnie , abym taką adoptowaną babcią była. No cóż , dzieciom się nie odmawia. Dostałam zaproszenie do szkoły na imprezę poświęconą babciom i dziadkom. Kupiłam wielką reklamówkę słodyczy ,,Dr Gerard” czyli draże, pierniczki oraz ciastka pełnoziarniste. Przecież babcie zawsze mają worek łakoci , dla swoich kochanych wnucząt.  Żeby było śmieszniej , założyłam siwą perukę, okulary i kwiaciastą garsonkę. Wiedziałam , że takim strojem zrobię niespodziankę mojej chrześnicy, która mnie właśnie zaprosiła. Muszę dodać , że cała impreza była w Warszawie. Nie myślcie , że w tej peruce i takim stroju jechałam już z domu. O nie nie. Przebrałam się dopiero w szkole. Jak wyszłam z łazienki szkolnej, to byłam już inną kobietą. Oczywiście Julcia mnie nie poznała. Widziałam jak wygląda mnie, i z minuty na minutę miała smutniejszą minkę. W końcu szturchnęłam ją. Popatrzyła na mnie dziwie, a ja szepnęłam …to ja Julcia… jeszcze raz popatrzyła i parsknęła śmiechem. Nie mogła się opanować. Zaraz zrobiła mi zdjęcie i wysłała swoim rodzicom. Ja w nagrodę dałam jej ciastko ,,Dr Gerard”. Zjadła szybko i powiedziała, że za chwilę będziemy musiały wejść do klasy. Powiedziałam ok, tylko żeby mi włosy nie spadły. Julcia się zaśmiała i poprosiła o jeszcze jedno ciastko pełnoziarniste ,, Dr Gerard”. Co było dalej, napiszę w kolejnym poście. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz