Witam.
Jak wspomniałam w poprzednim poście, z reklamówką pełnej słodyczy ,,Dr Gerard”
czyli draży, pierniczki oraz ciastka pełnoziarniste. Wyruszyłam do Warszawy z
misją bycia babcią mojej chrześnicy Julci. Na początku mnie nie poznała, a
potem długo się śmiała i robiła mi zdjęcia wysyłając je do rodziców. Zjadła
kilka ciastek pełnoziarnistych ,,Dr
Gerard”, i wciągnęła mnie za rękę do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce i
czekałam co będzie dalej. Były występy, laurki i takie tam rzeczy. Potem
usiadła obok mnie i mrugnęła okiem. Na Sali były naprawdę starsze panie, a
niektóre patrzyły na mnie podejrzliwie. Chyba za młodo wyglądałam. Julcia była
w niebo wzięta, szeptała coś koleżankom , które jak ona chichotały. Podeszła do
mnie nauczycielka i chwilę rozmawiałyśmy. Patrzyła na mnie podejrzliwie, i nie wytrzymałam opowiedziałam jej o moim
przebraniu i wręczyłam jej stos słodyczy ,, Dr Gerard”. Nauczycielka roześmiała
się i poczęstowała wszystkich słodyczami ,,Dr Gerard” czyli drażami,
pierniczkami oraz ciastkami
pełnoziarnistymi . Dzieciaczki zajadały się, i babcie i dziadkowie też. Julcia
chodziła dumna jak paw. Po wszystkim przyjechał brat z bratową i odebrali nas
ze szkoły. Gdyby nie stała przy mnie Julcia , na pewno nie rozpoznaliby mnie.
Pojechaliśmy razem na obiad. W końcu mogłam się rozebrać i przebrać się na
ciocię klocię. Oj długo będziemy jeszcze wspominać moje przebranko. A słodycze ,,Dr Gerard” umilały nam wspólną
kolację przy aromatycznej herbatce. Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz