wtorek, 15 stycznia 2019

Adoptowana babcia cz. II

Witam. Jak wspomniałam w poprzednim poście, z reklamówką pełnej słodyczy ,,Dr Gerard” czyli draży, pierniczki oraz ciastka pełnoziarniste. Wyruszyłam do Warszawy z misją bycia babcią mojej chrześnicy Julci. Na początku mnie nie poznała, a potem długo się śmiała i robiła mi zdjęcia wysyłając je do rodziców. Zjadła kilka ciastek pełnoziarnistych  ,,Dr Gerard”, i wciągnęła mnie za rękę do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce i czekałam co będzie dalej. Były występy, laurki i takie tam rzeczy. Potem usiadła obok mnie i mrugnęła okiem. Na Sali były naprawdę starsze panie, a niektóre patrzyły na mnie podejrzliwie. Chyba za młodo wyglądałam. Julcia była w niebo wzięta, szeptała coś koleżankom , które jak ona chichotały. Podeszła do mnie nauczycielka i chwilę rozmawiałyśmy. Patrzyła na mnie podejrzliwie, i  nie wytrzymałam opowiedziałam jej o moim przebraniu i wręczyłam jej stos słodyczy ,, Dr Gerard”. Nauczycielka roześmiała się i poczęstowała wszystkich słodyczami ,,Dr Gerard” czyli drażami, pierniczkami  oraz ciastkami pełnoziarnistymi . Dzieciaczki zajadały się, i babcie i dziadkowie też. Julcia chodziła dumna jak paw. Po wszystkim przyjechał brat z bratową i odebrali nas ze szkoły. Gdyby nie stała przy mnie Julcia , na pewno nie rozpoznaliby mnie. Pojechaliśmy razem na obiad. W końcu mogłam się rozebrać i przebrać się na ciocię klocię. Oj długo będziemy jeszcze wspominać moje przebranko. A  słodycze ,,Dr Gerard” umilały nam wspólną kolację przy aromatycznej herbatce. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz