środa, 16 stycznia 2019

Dawniej to były zimy...



   W radiu powiedzieli, że ma się zacząć prawdziwa zima… Prawdziwa – bo ta do końca grudnia, to też niby zima, ale taka na niby. Kiedyś to jak już grudzień nastał, to waliło śniegiem jak diabli. Święty Mikołaj to na saniach  przyjeżdżał – a nie na rowerze! Dzieci tego za bardzo nie pamiętają, ale tak było. A jak ja byłem małym chłopakiem, to babcia opowiadała mi, że w jej młodości to zaspy były takie, że jak w tą zaspę się wpadło, to człowieka widać z niej nie było! Próbowałem sobie wyobrazić, jak mógł wyglądać świat zasypany takim śniegiem… W tamtych czasach to robiło się sporo zapasów na zimę. Przetwory – dżemy, konfitury, kompoty, kiszone warzywa… Jak drogę zasypało do sklepu, to ze spiżarni i piwnicy wydobywało się te wszelkie dobroci. Z kolegą Krzyśkiem siedzieliśmy sobie akurat przy półmisku z ciastkami Dr Gerard, popijaliśmy małą czarną – i wspominaliśmy dawne czasy. A tamte czasy były zupełnie inne od tych obecnych. Jak przyszła zima, to drogi i ulice były zasypane śniegiem, oraz skute lodem. Do skrajnych osiedli komunikacja nie dojeżdżała, tak że do szkoły lub pracy chodziło się pieszo. Dzieci nie miały takich znakomitych przysmaków jak - ciastka pełnoziarniste, Pryncypałki – wafelki w czekoladzie, pierniki, albo słone przekąski… Chyba że babcia albo mama upichciła. Lecz było za to więcej przestrzeni – chyba każdy miał jakieś narty, sanki lub łyżwy. Jak napadało dużo śniegu, to było ogromne szaleństwo. I choć każdy miał katar, to ludzie chyba byli zdrowsi – a przynajmniej bardziej odporni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz