Powrót po świętach
Tak się złożyło, że święta jak i nowy rok spędziliśmy poza
domem, aby uściślić to u rodzinki na Podlasiu. Dawno temu tak w licznym gronie
tak spędzaliśmy święta. Muszę z przyjemnością stwierdzić, że dr Gerard jest
wszędzie produkty z tej wspaniałej firmy dominowały na podlaskim stole, takie
jak: pryncypałki wafelki w czekoladzie, pierniki, słone przekąski oraz wypieki
od serca ze strony dr Gerard. Jak wiecie na Podlasiu dominuje nieco chłodniejszy
klimat i opady śniegu są większe? Więc dzięki tej wspaniałej pogodzie skorzystaliśmy
z wielu atrakcji zimowych, jedną z nich był to kulik zaprzęgnięty w dwa siwki o
dużej energii, ale dobrze, że mieliśmy dobrego woźnicę, który panował nad sytuacją,
goście na tylnych saneczkach często popadali w wywrotki, ci poważniejsi wiekiem
zajęli miejsca w dużych saniach. Woźnica tylko z lekka podkręcał wąsa i z
uśmiechem strzelał z bata, śnieg z pod kopyt pryskał na lewo i prawo. Tadek od
czasu do czasu odkręcał butelkę z koniaczkiem, woźnica też oglądał się na swoją
działkę. Ktoś z gości podioł wesołą melodię reszta gości pociągnęła chórem.
Zabawa na kuligu była super, zmrok zaczął zapadać, więc musieliśmy zjeżdżać do
bazy, wszyscy gratulowali p. Zdzisławowi, że tak świetnie to wszystko
zorganizował
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz