Wizja przyszłości.
Właśnie wygodnie siedziałam sobie przed komputerem popijając aromatyczną kawę, delektowałam się słodyczami od Dr Gerarda i przeglądałam informację
na temat nowości ułatwiających życie osobom niewidomym. Komputer przeczytał mi
fajny artykuł na temat samoprowadzącej białej laski o nazwie Smart Guider.
Znalazłam to info na jednej z list dyskusyjnych osób niewidomych i słabo
widzących. Artykuł godny polecenia. (Źródło:https://coolblindtech.com/smart-guider-uses-technology-for-autonomous-vehicles-to-power-a-self-driving-cane/
). Oczywiście zaraz pojawiły się komentarze i pytania. Między innymi czy
takie rozwiązanie zastąpi psa przewodnika? Jakim cudem z wykorzystaniem obecnej technologii można było
stworzyć inteligentną laskę? Omal nie udławiłam się ze śmiechu kawałkiem
przełykanego ciasteczka pełnoziarnistego
kiedy przeczytałam wpis Karoliny na
temat tego genialnego urządzenia. Z dużą dozą humoru opisała swoją wizję
korzystania z pomocy takiej laski.
Pozwólcie, że zacytuję jej wpis w całości:
„To jest to! Moim zdaniem
wygląda to dużo więcej niż dość
interesująco, wręcz fascynująco. Powiem nawet, to chyba właśnie tędy droga.
Już widzę, jak mnie laseczka wiedzie do celu. Mówię jej krótko: do
sklepu , najdroższa! najbliższego, takiego czy innego, dział, taki, a taki.
Idziemy. Mam obrączkę na rączkę i kolczyk w uchu. I on mi cichutko
szepcze do uszka: "Spoko, spoko. Damy radę, nie stresuj się.". Zbliżam
do półki rączkę z obrączką i znów mówi: "Classic Herbata Earl
Grey czarna aromatyzowana". Dalej dotykam leciutko: "Arabica.. specialty
coffee".
Ach, jeszcze po ciuszki. Laseczka staje, ani drgnie, a kolczyk mi
szepce: "Uwaga, schody, jadą do góry, 30 cm w prawo poręcz.". Lekki
zamach rączką z obrączką, a poręcz jak magnez... Nikt wiedzieć nie musi,
przyciąga rączkę czy obrączkę.
A morał bajki o laseczce tej taki, co tam okular bóg wie jaki,
lepiej jej służy biżuteria, byle klejnot, a do tego, choć nie musi, może
być cylinder i kapelusik”.
interesująco, wręcz fascynująco. Powiem nawet, to chyba właśnie tędy droga.
Już widzę, jak mnie laseczka wiedzie do celu. Mówię jej krótko: do
sklepu , najdroższa! najbliższego, takiego czy innego, dział, taki, a taki.
Idziemy. Mam obrączkę na rączkę i kolczyk w uchu. I on mi cichutko
szepcze do uszka: "Spoko, spoko. Damy radę, nie stresuj się.". Zbliżam
do półki rączkę z obrączką i znów mówi: "Classic Herbata Earl
Grey czarna aromatyzowana". Dalej dotykam leciutko: "Arabica.. specialty
coffee".
Ach, jeszcze po ciuszki. Laseczka staje, ani drgnie, a kolczyk mi
szepce: "Uwaga, schody, jadą do góry, 30 cm w prawo poręcz.". Lekki
zamach rączką z obrączką, a poręcz jak magnez... Nikt wiedzieć nie musi,
przyciąga rączkę czy obrączkę.
A morał bajki o laseczce tej taki, co tam okular bóg wie jaki,
lepiej jej służy biżuteria, byle klejnot, a do tego, choć nie musi, może
być cylinder i kapelusik”.
Tak wesoły wpis wprawił mnie w pogodny nastrój na cały
weekend. Chętnie podzieliłam się tą niezwykłą informacją z przyjaciółmi i
rodzinką. W niedzielę z laptopem pod
pachą, zaopatrzona w przepyszne draże i
Pryncypałki, wafelki w czekoladzie od Dr Gerarda z łobuzerską miną wkroczyłam do rodzinnego
domu. Jeszcze przez kilka następnych dni bawiła mnie wizja inteligentnej białej
laski przedstawiona przez Karolinę. Trzeba przyznać, że ma dziewczyna wyobraźnię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz